Drugi dzień festiwalu Fale Historii, Fale Wolności. Debaty o USA, demokracji i opozycji w PRL. Gość specjalny: Jacek Fedorowicz


Od refleksji nad rolą Kościoła w czasach PRL, przez debatę o miejscu Ameryki w zmieniającym się świecie oraz ingerencji w demokrację w setną rocznicę przewrotu majowego, po wspomnienia twórców i uczestników opozycji demokratycznej. Nie zabrakło też humoru Jacka Fedorowicza oraz muzycznego finału z utworami Grzegorza Ciechowskiego. Tak wyglądał drugi dzień festiwalu Fale Historii Fale Wolności.

Drugi dzień festiwalu przypadł na Boże Ciało. Temat Kościoła w kontekście walki o wolność na wydarzeniu musiał się więc pojawić. Kiedy tylko koło Muzeum przeszła procesja, ruszyły projekcje filmowe w ramach panelu „Kościół na trudne czasy. Kościół w PRL jako przestrzeń wolnego słowa, solidarności i nadziei”. Uczestnicy mogli obejrzeć m.in. filmy „Prymas uwięziony” w reżyserii Dariusza Debernego, „Święty sojusz kontra Imperium Zła” (reż. Sławomir Koehler), czy dokument w reżyserii Ryszarda Grabowskiego „Światło idzie z Gdańska”.

Jakiej Ameryki potrzebuje dziś Polska?

Następnie serię paneli dyskusyjnych związanych z ważnymi rocznicami wydarzeń na arenie międzynarodowej i krajowej rozpoczęła rozmowa zatytułowana „250 lat USA. Jakiej Ameryki potrzebuje dziś Polska?”. Jak zaznaczył prowadzący spotkanie Edwin Bendyk z Fundacji im. Stefana Batorego sprawy związane ze Stanami Zjednoczonymi i polityką międzynarodową rozwijają się bardzo dynamicznie.

Wymagają dużego kunsztu, by je właściwie interpretować i mamy ten przywilej, że możemy gościć dwóch znakomitych ekspertów, którzy znają ten temat nie tylko od strony analitycznej, ale także praktycznej, ponieważ w sprawy dyplomacji i polityki międzynarodowej byli zaangażowani bezpośrednio

– stwierdził i zadał pytanie: – Czym są Stany Zjednoczone dziś? Na ile Stany Zjednoczone to Donald Trump?

Myślę, że prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump został wybrany w sposób demokratyczny, oddaje przekonania Amerykanów i w sposób legalny reprezentuje państwo, mimo że tam wiemy dobrze, że ma opozycję wśród demokratów, jeśli chodzi o kierunki polityki zagranicznej

– zaczął Jacek Czaputowicz – minister spraw zagranicznych w latach 2018-2020, dodając:

Zmienia się jednak rola Stanów Zjednoczonych, bo przecież to niedawno było państwo hegemonistyczne, mocarstwo, które definiuje porządek międzynarodowy. W międzyczasie nastąpiła zmiana układu sił i teraz trudno powiedzieć, że Stany Zjednoczone są tym mocarstwem, które decyduje o kształcie. Dzisiaj nie prawo międzynarodowe, a potęga militarna odgrywa większą rolę, przede wszystkim w sposób taki bardzo wyraźny od wojny Rosji na Ukrainie.

Kolejny gość w trakcie rozmowy nawiązał do pytania zawartego w tytule rozmowy.

Jakiej Ameryki potrzebuje dziś Polska? Takie pytanie mogą sobie zadać mieszkańcy w każdym państwie świata, ponieważ każde państwo w taki, czy inny sposób ma interes w tym, żeby Ameryka sprzyjała jego interesom i poglądom, ale jego wpływ na to jest niewielki

– przyznał Janusz Reiter, były ambasador RP w Niemczech w latach 1990-1995 i w USA w latach 2005-2007. Zaznaczył jednak, że jeśli chodzi o wpływy, to Europejczycy przez długi czas mieli pozycję uprzywilejowaną. Dlaczego? – Stany Zjednoczone były dzieckiem Europy – wyjaśnił. To się jednak zmieniło wraz ze zmianą grup etnicznych zamieszkujących USA.

Panel o demokracji

„Czy demokracja może łamać własne zasady?” To pytanie zostało zawarte w tytule kolejnego panelu, w którym dziennikarka Magdalena Rigamonti rozmawiała z historykiem społecznym Adamem Leszczyńskim z Instytutu Myśli Politycznej im. G. Narutowicza. Temat nawiązywał oczywiście do setnej rocznicy przewrotu majowego, którego architektem był marszałek Józef Piłsudski.

– To jest fascynująca sytuacja, w której ludzie przywiązani do demokracji popierają wojskowy zamach stanu, który demokrację obala – przyznał Adam Leszczyński. – Dlaczego? Wielu obserwatorów wierzyło wówczas, że jedyną alternatywą dla zamachu stanu Piłsudskiego był zamach przeprowadzony przez prawicę. Uważali, że demokracja w tamtej postaci nie ma sensu, ponieważ rządy zmieniały się co kilka tygodni. Co ciekawe, my wielu bohaterom z tamtych czasów dziś stawiamy pomniki, a ówcześni myśleli o nich tak, jak my dziś myślimy o obecnych politykach – uważali, że są niekompetentni, skorumpowani, dbają tylko o swoje.

Satyra w czasach komuny

Po tak ważnych, choć trudnych tematach poruszanych przez panelistów festiwalowa publiczność zasłużyła na odrobinę oddechu. Charakterystyczne dźwięki orkiestry z czołówki „Dziennika Telewizyjnego” oznajmiły, że zaczyna się kolejne spotkanie z gościem specjalnym festiwalu – Jackiem Fedorowiczem. Niemalże 89-letni satyryk w rozmowie z Cezarym Łazarewiczem i Magdaleną Rigamonti dzielił się historiami związanymi z tworzeniem satyrycznego „Dziennika Telewizyjnego”, który miał w sposób humorystyczny obnażać metody manipulacji, oszustw stosowanych przez telewizję w czasach komuny.

Chciałem pokazać publiczności na czym polegało oszustwo i jak łatwo się je dokonuje. Wymyśliłem sobie ten program i on na początku chwytał rewelacyjnie

– przyznał.

Jacek Fedorowicz opowiadał, jak to brał fragmenty wypowiedzi polityków i dogrywał do nich zupełnie inne pytania zmieniając przy tym kompletnie sens i wydźwięk wypowiedzi, albo wręcz brał nagranie polityka, usuwał ścieżkę dźwiękową i podkładał własny głos powodując, że polityk nagle „opowiadał” niestworzone historie. Przykłady tych satyrycznych manipulacji można było obejrzeć podczas spotkania. Publiczność zaśmiewała się do łez.

Okazuje się, że niechętnie dziś rozmawia on o tym cyklu satyrycznym, który był emitowany w telewizji w latach 1995-2005, bo – jak przyznał Jacek Fedorowicz – dziś nie ma on już najmniejszego sensu.

Dlaczego? Nikt dziś nie pamięta tamtych postaci, nikt dziś nie pamięta tamtych sformułowań propagandowych i cała metoda twórcza, formuła tamtego programu w pewnym momencie się skończyła. A to za sprawą zmian technologicznych i mentalnościowych, zarówno bohaterów jak i odbiorców. W ciągu 10 lat politycy zaczęli publicznie mówić takie bzdury, że nie można było tego, co mówią doprowadzić do absurdu. Ta tendencja nie powiem, że trwa nadal. Ona rozwinęła się w stopniu absolutnie zabójczym

– dodał.

Po tym spotkaniu zupełnie spontanicznie doszło do prezentacji zespołu zaangażowanego w organizację wydarzenia. Krzysztof Plewa, prowadzący cały festiwal zaprosił na scenę ubranych w festiwalowe koszulki pracowników Muzeum. Trafiła na nią tylko część z nich, ale Joanna Chojecka, dyrektor Muzeum wymieniała kolejne stojące w różnych częściach dziedzińca. Ku zaskoczeniu zebranych to muzealnicy stanęli w świetle fleszy, a zdjęcia robili im nie tylko obecni na festiwalu fotografowie, ale także zaproszeni goście, a wśród nich Andrzej Seweryn.

Komitetu Obrony Robotników

– KOR zaczął się w momencie kiedy rozpoczęły się pierwsze procesy robotników z Ursusa. Na korytarzach warszawskiego sądu – powiedział Seweryn Blumsztajn – członek Komitetu Obrony Robotników, który powstał w 1976 roku. To właśnie tej organizacji, w 50. rocznicę powstania poświęcony był kolejny panel dyskusyjny prowadzony przez Cezarego Łazarewicza. W dalszej części wspominał, jak organizowane były spontaniczne zrzutki pieniędzy dla rodzin tych robotników, jak Gaja Kuroń, żona Jacka Kuronia zdobywała kontakty do ich żon. Zaangażowany był w to także m.in. Antoni Macierewicz, Piotr Naimski, Wojciech Onyszkiewicz. To wszystko działo się jeszcze w wakacje 1976, zanim w wrześniu tego roku KOR się zawiązał.

– Chciałbyś ustalić, gdzie KOR miał swój początek. Jak początek ma Wisła – zwrócił się do prowadzącego Bogdan Borusewicz, także 50 lat temu działający w KOR.

Ta rocznica powinna oddać hołd tej dużej grupie ludzi, którzy nie widnieli pod nagłówkiem KOR, ale działali na zapleczu. Nazywaliśmy ich współpracownikami, a często robili więcej, niż niektórzy członkowie KOR-u

– przyznał Bogdan Borusewicz, także 50 lat temu działający w KOR. Za tę wypowiedź został nagrodzony brawami.

Koncert zespołu „Republika marzeń”

Drugi dzień festiwalu zakończył mocny akcent muzyczny. W koncercie „Republika marzeń” wystąpił szczeciński artysta Krzysztof Baranowski wraz z zespołem. Jak sugeruje tytuł, występ wypełniony był miej i bardziej znanymi piosenkami z repertuaru Grzegorza Ciechowskiego, pomiędzy którymi wokalista recytował teksty lidera Republiki, które nie doczekały się muzycznej oprawy.

Publiczność szczególnie żywo reagowała na najbardziej znane utwory, jak choćby „Nie pytaj o Polskę”, „Telefony”, czy „Tak… Tak… To ja” i nie pozwoliła zespołu zejść ze sceny bez bisów. I dopiero wtedy niemal wszyscy wstali z krzeseł, by oklaskiwać muzyków.

Relacja z trzeciego dnia festiwalu

Już niebawem ukaże się relacja z trzeciego dnia festiwalu Fale Historii, Fale Wolności. Obecnie trwają również prace nad montażem wideo wszystkich paneli i wystąpień. O ich publikacji będziemy informować.

W międzyczasie zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z wszystkich trzech dni wydarzenia – wystarczy kliknąć w którąś z poniższych dat.

Pozostałe aktualności…

Festiwal Fale Historii, Fale Wolności
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.